Menu

Nie Aż Taka Święta

Tu Magda, inaczej mówiąc Nie Aż Taka Święta. Mam nadzieję czytelniku, że to dobra przynęta. Że wrócisz tu ponownie, gdy coś nowego skrobnę.

Nie dezerteruj - Recenzja książki Exodus Łukasza Orbitowskiego

magnolia-1

 

ksiazka

 

 Jeśli zdecydowałeś się na to by nie mieć nic i by cię nie było, musiałeś w życiu nieźle narozrabiać – tak powiedziałabym bohaterowi książki „Exodus” Łukasza Orbitowskiego. Dodałabym jednak, że ucieczka nie ma sensu. Jest na krótko. Uciekinier zawsze żyje pod presją bycia rozpoznanym i zdemaskowanym. Bo czy chcemy czy nie, przeszłość depcze nam po piętach i przypomina dlaczego jesteśmy w takim, a nie innym miejscu. Tak bym powiedziała, ale Jan pewnie nie chciałby mnie słuchać.

Orbitowski opowiada historię człowieka, na tle przemian gospodarczych i rodzącego się w Polsce kapitalizmu. To wtedy powstawały pierwsze kafejki internetowe ( kto to dzisiaj pamięta!!!),  pojawiły się gry komputerowe i telefony komórkowe wielkości cegły. Każdy chciał sobie jakoś ułożyć życie, mieć pracę, mieszkanie, jakąś stabilizację. Być niezależnym, przynajmniej od rodziny, bo od banku się nie dało.

Jan jak większość młodych ludzi chce być niezależny. Zakłada rodzinę, szuka mieszkania i pracy (taka kolejność). Lecz na tej drodze do niezależności staje matka. Jej dezaprobata do poczynań Jana czy Julki jest dla nich frustrująca, ale z drugiej strony Janek polega na niej finansowo więc nie może jej tak po prostu zbyć. Jeśli weźmie jej stronę zawiedzie Julkę, jeśli weźmie stronę żony, rozczaruje matkę.  I tak nasz bohater balansuje między dwiema kobietami, których nie chce zranić i którym nie zawsze umie się przeciwstawić, ale rani.  I nagle Trach. I wszystko się kończy.

Można by gdybać co by było gdyby został. Czy udźwignęliby razem ten ciężar? Czy nie wyrzucaliby sobie, czyja to wina? Być może. Ale stało się jednak inaczej.

Jan zdecydował. Wyjeżdżam, uciekam, dezerteruje. Najpierw Berlin, potem obóz przesiedleńczy. Jeszcze nie jest tak źle. Jest gdzie spać i co jeść. Ale znowu trzeba uciekać. Potem jest już tylko gorzej. Żebranie na ulicy to walka o przeżycie. Tu ludzkie odruchy się nie sprawdzają. Troska o Marko nie skończyła się happyendem. Janek nie odpokutował. Bo nie mógł. Z pokruszonych serc miłość dawno się ulotniła. Grecja – jedzenie, praca i zemsta. Jacek ze strachu przyznaje się do wszystkiego. Chce po prostu uratować swoje życie.  

Powrót do Polski. Na cmentarzu Janek spotyka matkę z Julką. Scena jak z filmu. Zakończenie, które równie dobrze mogłoby być początkiem historii. Ale nie jest i nie będzie. Bohater czeka na uwolnienie od strachu i przeszłości i tylko nie wie kiedy to nastąpi.

„Exodus” nie jest tak mroczny jak „Inna Dusza”, poprzednia książka Orbitowskiego, nie osiada aż tak  w głowie i myślach. Exodus jest inny. Tu nie ma barwnych opisów, głębokiego wglądu w psychikę bohaterów. Tu jest przestroga. Uciekinier musi być zawsze czujny. Pamiętajcie o tym jeśli przyjdzie wam do głowy ucieczka.

 

Łukasz Orbitowski „Exodus”

Wydawnictwo SINE QUA NON

Kraków 2017 rok.

 

 

Komentarze (5)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Monika Antoniak] *.dyn.telefonica.de

    Książka idealna dla mnie, uwielbiam takie klimaty!

  • Gość: [Aneta] *.dynamic.gprs.plus.pl

    Widzę że ciekawa książka. Ucieczka nie zawsze jest dobrym rozwiązaniem. Choć czasem koniecznym
    Www.acupoflifestyl.com

  • Gość: [Stanisław Górny] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl

    Nie miałem tej książki w rękach, ale coś o twórczości Łukasza Orbitowskiego wiem, bo obserwuję go na FB, oglądam jego filmiki i czasem czytam jego bloga i w ciemno mogę jego książki polecać, bo ten człowiek naprawdę wiele ma do przekazania.

  • Gość: [Cichy] *.dynamic.chello.pl

    Powieść z jednej strony bardzo dobra literacko (podkreślmy sprytny pomysł z wielokrotnym powtarzaniem kluczowej sceny z życia bohatera, początkowo składającej się z jednego słowa "trach", potem za każdym razem wydłużanej o kolejne słowa i zdania, aż do uzyskania pod koniec książki pełnego obrazu), z drugiej jednak strony trochę przegadana i męcząca - zwłaszcza środkowa część ciągnie się i ciągnie, przez długi czas wydając się donikąd nie zmierzać. Zachowania głównego bohatera też mi się niezbyt kleją w całość: niby wiadomo, że każdy człowiek ma wiele twarzy, a dramatyczne przeżycia nie pozostają bez wpływu na osobowość, jednak trudno nie odnieść wrażenia, że każda z czterech części opowiada o kim innym - zwłaszcza ta ostatnia, kiedy bohater, do tej pory pokorny i stroniący od przemocy, nagle zmienia się we wściekłego szaleńca. Mogło być gorzej, do pełnej satysfakcji jednak daleko.

  • Gość: [Gosia Fraser] 78.10.207.*

    To wszystko brzmi jak kolejna opowieść o borykaniu się z problemem obciążenia przez miejsce urodzenia. Jak to napisał Macierzyński: urodziłem się w Polsce, w pokerze po takim rozdaniu mówi się "pass". Podobne problemy wiecznej introspekcji przeżywają w swoich książkach Rosjanie. Czy to prowadzi do czegoś szczególnie dobrego? Nigdy nie jestem pewna. Wiem jednak, że jeśli będzie mi źle i będę chciała unurzać się w tej niechęci do codziennego świata, która wszystkich nas czasem dopada, to pewnie sięgnę po tę pozycję.

© Nie Aż Taka Święta
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci