Menu

Nie Aż Taka Święta

Tu Magda, inaczej mówiąc Nie Aż Taka Święta. Mam nadzieję czytelniku, że to dobra przynęta. Że wrócisz tu ponownie, gdy coś nowego skrobnę.

50 odcieni węgla

magnolia-1

Wprowadzenie:

 W szkole nie zawsze wiedziałam, co poeta miał na myśli.  Wzrok nauczycielki był oczekiwaniem na odpowiedź, która ugrzęzła w zwojach mózgowych. Poprzeczka zawieszona zbyt wysoko albo intelekt w początkowej fazie rozwoju. Człowiek żyje, czyta czasem coś napisze. Inspiruje się, ale cholera wie, co zaskoczy. Wyższa półka czy coś na co zerknęliśmy z nudów. A jak to drugie? Cóż  psikus losu. Twój przypadek? Nie. A mój tak. Porażka  – no tak bym tego nie nazwała. Bo nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

Pierwszy rozdział 50 twarzy Greya przeczytany parę lat temu. Tylko pierwszy? Widocznie tyle wystarczyło. I myśl, która zapukała do głowy: a może by tak stworzyć nową historię? Minęło kilka lat. Pomysł wrócił z okazji rocznicy bloga.

Przedstawiam krótką historię Łucji. Dziewczyny, która potrafi wykorzystać szansę, którą dał jej los. Chociaż nie każdy nazwałby to złapaniem Pana Boga za nogi, raczej włożeniem ręki w szprychy roweru. Ale Łucja podchodzi do tego spokojnie. Zna ludzi. Umie rozmawiać. Do sępa jej daleko.  

 

 wpis_1

 

50 odcieni węgla

 

Zima. Temperatura powyżej zera. Po wczorajszym śniegu ani śladu. Z kranu w kuchni kapie woda. Klapa od sedesu pękła na pół. Wrodzone poczucie humoru pozwala przetrwać wszystko. Kolejna porcja kondolencji, kilka drobnych ogłoszeń. Taki codzienny płodozmian. Ochota na więcej? Jakiś awans? Ciesz się, że masz to co masz. No cieszę się, ale stać mnie na więcej. To powiedź. Jakoś mi nie wychodzi, chociaż z ludźmi rozmawiać umiem.   

Choinka na korytarzu biurowym ledwo wytrzymuje pod naporem bombek i przeciągów. Cytaty Ks. Jana Twardowskiego to ciągle pierwsza liga, gdy żegnamy zmarłych. W ogłoszeniach drobnych opiekunki do dzieci, kredyty i praca w Niemczech to zestaw obowiązkowy.

Umiesz rozmawiać z ludźmi. Umiesz słuchać. No umiem. Słuchasz tych wszystkich ludzi, którzy tu przychodzą. Bo nie mają gdzie i do kogo. Mam o nich napisać? Nie chcę pisać o śmierci.  

Piątek weekendu początek. Ale na razie siedzę przy swoim biurku. Mam przeczucie, że coś się wydarzy. Tylko nie wiem, co. Zaczyna boleć mnie gardło. Miało być wino będzie syrop na kaszel.  

Nie tracę dobrego humoru. Dochodzi 17.

Łucja wejdź do mnie. To nie był głos oznajmiający awans ani   degradację? Czyli co?

Idę.

Przeprowadzisz wywiady z lokalnymi właścicielami składów węgla. Skup się na sprawach służbowych. O prywatne nie pytaj, chyba że sami zaczną mówić. Od poniedziałku  kondolencjami i ogłoszeniami zajmie się Basia. Materiał pokażesz mi za tydzień. Co ty na to?

Wchodzę w to.

Siedzę na tapczanie. Piję miksturę składającą się z cytryny, imbiru i miodu. Wieczorem dodam trochę alkoholu. Mam umówione 3 rozmowy. Czekam na jeszcze dwa maile. Kończą mi się chusteczki higieniczne. Pan Roman pyta czy ja nie chcę za dużo wiedzieć i czy jestem na pewno z gazety lokalnej a nie jakieś wrogiej ojczyźnie. Odpisałam, że jestem przyjaźnie nastawiona do ludzi. Autoryzacja? Oczywiście. Wypiłam połowę syropu na kaszel. W poniedziałek muszę być zdrowa jak himalaista wybierający się na K2.

Poniedziałek.

Nos bez blokady. Gardło bez kolczatki. Głos nie zdradza stresu. Humor ma pierwszeństwo.  

 

 wpis

 

Pan Mirek - ja tu byłem pierwszy

Czego się pani napiję? Herbatę poproszę. Pani Jolu jedną herbatę dla pani, dla mnie kawa. Proszę pani, jak ma pani na imię? Łucja. Już pani nagrywa? Tak. Pani Łucjo powiem wprost, ja tu nie mam konkurencji. Mój skład ma 15 lat. Jak go otwierałem to byłem tu tylko ja. Nikt inny. Teraz to się zmieniło, ale inni się nie liczą. Na pozycję i zaufanie klientów pracuje się latami. Wchodzi pani Jola z tacą i napojami. Pan je ma? Co? Zaufanie? Mam. U mnie ruch jak w Nowym Yorku. Towar przyjeżdża i wyjeżdża. Sama pani widzi. Klienci są zawsze, a skład mam otwarty nawet jak trzeba w niedzielę. Przynajmniej na razie. Jak się przepisy zmienią to pomyślimy. Coś się wykombinuje. Polak potrafi. Przyszłość węgla? Kopalnie zamykają? Jedne zamykają, drugie otwierają. Jak nie nasz to zagraniczny. Czyli jaki? Węgiel będzie zawsze. Rosyjski czy jakiś inny. Nieważne. Ludzie muszą czymś w piecu palić. Nie zawsze palą węglem? To jest tak. Kogoś stać na węgiel to go kupuje, innego nie, to go nie kupuje, a trzeci mógłby kupić, i może nawet kupuje, ale jak może, pali czym popadnie. Smog? U nas smogu nie ma. Ale jest w innych częściach kraju? To niech się tam martwią. Zdarzają się kradzieże? Rzadko. Mam monitoring. Wiem, co się dzieje. Górnicy będą strajkować? A kto zimą strajkuje! Czasem strajkują. To tacy, co mają za dużo czasu. To będzie dobry rok? Dla mnie każdy rok jest dobry.

 

W zastępstwie pana Piotra jest Pan Andrzej - ja ciągle w ruchu

Ja w zastępstwie szefa. Andrzej jestem, nie Adrian. Ja nie siedzę, ja ciągle w ruchu. Przejdziemy na plac, pokaże pani co i jak. Dużo towaru? No dużo. Ale klienci są? Interes się kręci? Jesienią było trochę opóźnień, ale już jest ok. Z jakiego powodu? No wie pani, jak  gdzieś ni ma, to u nas też ni ma. Prawda? Prawda. Pani by się czegoś napiła? Tak. W biurze zrobi się kawę. Tędy proszę. Pani uważa, bo tu nie jak w redakcji, tu się można pobrudzić. Pani usiądzie. Kalendarze nie moje. Szef powiesił. Pan takich nie lubi? Wie pani, popatrzeć można. Nie zaszkodzi. Żonę mam w telefonie. Raz patrzę tu, raz tu. Tu kiedyś taki jeden pracował. Pani co to było! Sodoma i gomora! Ale to pani wytnie? Dobrze. Bo to się już się nagrywa? Tak. Aha. Ale jak szef kartkę z Alp przywiezie albo kalendarz to się to zastawi. Duża musiałaby być ta kartka. No, to chyba lepszy kalendarz. Lubi pan swoją pracę? Wie pani mi nie przeszkadza, że mróz czy deszcz, ja pracować lubię. Swoje trzeba zrobić. Czasem to u nas ruch jak na Krupówkach, że tak powiem. A czasem? No trochę mniejszy, ale nie narzekamy. Pani pali węglem? Nie, mieszkam w bloku. „Miłość w Zakopanem” przerywa nam rozmowę. Szef dzwoni. Wyjdę na zewnątrz. Woda się zagotowała. Obsłużyłam się sama. Szef przysłał zdjęcia Alp. Pani zobaczy. Piękne, nie. Pan lubi swojego szefa? No lubię, płaci na czas, za nadgodziny też, to czemu miałbym nie lubić. Nie zazdrości pan tych Alp? Nie. Jak uzbieram to też pojadę.  Pani sobie sama kawę zalała? Feministka? Nie, skąd. Pewnie, co miała pani siedzieć o suchym pysku nie, jak ja z szefem gadałem. Bo w ogóle szef się pytał czy może się pani z nim spotkać w piątek? O której godzinie? Nie wiem. Jak przyjedzie to do pani zadzwoni. Bo on chciałby przeczytać to, co ja powiedziałem, i jeszcze dopowiedzieć parę rzeczy. Ja to od czarnej roboty jestem, a szef to wiadomo, wszystko wie lepiej. Kawa pani smakuje? Tak. Ja też sobie zrobię. Wie pani, ja to bym chciał dyskotekę otworzyć. To jest pana marzenie? Tak. Chciałby pan mieć swój własny interes? No tak. Ja lubię swoją pracę, ale człowiek musi czasem popatrzeć na coś innego. Kalendarze? No proszę pani, pani taka wykształcona ….. też by sobie pani chciała czasem odpocząć. No nie? No tak. A jak byliśmy w Sylwestra w Zakopanem to dopiero było.  Oglądała pani? Nie. Ale mówię pani, czad. Kto się panu najbardziej podobał? No jak kto Sławomir. A Maryla? No Maryla też może być, ale wie pani, teraz to trzeba jakoś tak inaczej do ludzi. Tak jakoś do nich dotrzeć. Sławomir kolejny raz przerwał rozmowę. Pani Łucjo, przepraszam, i tak już za długo tu z panią gadam. Klient przyjechał, a klient to piniądz prawda. Szef przyjedzie w piątek to kasa musi być. Proszę czekać na telefon w piątek. Szef zadzwoni. Ciekawe czy będzie opalony.

Pan Roman – u mnie byle kto nie kupuje  

Dzień dobry, Roman Komarski jestem. Dzień dobry Łucja Karmecka. Przepraszam za ten mail, ale wie pani, ja muszę zarobić, a dzisiaj to trzeba uważać, nie ma co tak z byle kim czasu tracić. Co chciałaby pani wiedzieć? Chciałabym zapytać ….. przepraszam panią….. Bronek przykryj ten węgiel bo chyba padać będzie. Klient lubi suchy węgiel nie  mokry. Mokre to lubi co innego, ha ha. Czasem się trzeba trochę pośmiać. Bo kiedy jak nie teraz. Na łożu śmierci to się inni z nas będą śmiać. Suchy lepszy? No pewnie. Klient przyjdzie i powie, że on mokrego nie chce, bo jak mokrym palić w piecu.  Odejdzie i pójdzie gdzie indziej. Klienta nie ma, kasy nie ma. Wie pani ja mam skład od 7 lat, no chyba tyle będzie, bo dłużej to wiadomo kto ma. Pani była u niego? Tak. Złodziej jeden, ale tego niech pani nie pisze. A w ogóle już pani nagrywa? Tak.  Ale autoryzacja będzie, tak? Tak, oczywiście. Więc, 7 lat to  może nie dużo, ale mało też nie. Teraz jest większa konkurencja, trzeba dbać o klienta, bo pójdzie gdzie indziej i trzeba interes zamknąć. Pomaga pan biednym? W jakim sensie? Daje pan  węgiel? Nie. Dlaczego? Mam swój powód. Boi się pan, że się przyzwyczają? Proszę pani to jest temat na inną rozmowę. A dlaczego nie na tą? Pani chce mieć ten wywiad czy nie. Tak. To proszę pytać o inne sprawy. Zatrudnia pan cudzoziemców? Przemyca pani temat uchodźców? Nie? Zatrudniam swoich. Nasi też potrzebują pomocy. Zatrudniłem Bronka. Stracił pracę po reformie edukacji. Czego uczył? Chemii. Można powiedzieć, że nawet po linii wykształcenia. Symbol węgla  to C czy Ca? Ca to wapń. No to C. Wie pani, kiedyś to był magister i robotnik, a potem to ludzie pogłupieli i każdy chciał być magistrem. No to pozamykali szkoły zawodowe no teraz jest jak jest. Nie ma komu pracować. Dlatego pytałam o ….. Proszę pani wiem do czego pani zmierza. Ja polityki nie lubię, a pracę wolę dać swojemu. A jak znajdzie pracę w szkole? No to się pożegnamy. A pani to się kondolencjami zajmowała? Tak i ogłoszeniami. Byłem tam u was w redakcji 1,5 roku temu jak mi siostra umarła. Pani ładnie te kondolencje ułożyła. Pisać trzeba umieć, nie. Co jeszcze chce pani wiedzieć, bo czas ucieka. Monitoring pan ma? Tak. Ochronę też. Czyli kradzieże się nie zdarzają? Nie.   Jaki węgiel się najlepiej sprzedaje? Orzech, kostka, ekogroszek. Polski czy zagraniczny? Każdy. Tylko trzeba go umieć sprzedać. Ma pan więcej klientów niż rok temu? Trochę więcej. Ludzi stać. 500 plus zrobiło swoje. Jeden kupi telewizor inny węgiel.  Każdy ma inne priorytety. Węgiel to dobry biznes? Jak każdy inny. Tylko myć trzeba się częściej.

 

Tomasz – ja tu jestem na chwilę

Ładne imię Łucja. Rzadkie. To pani wytnie?. Jasne. Pewnie wszędzie już pani była? Prawie. Moja historia jest inna. Oddziedziczyłem skład po ojcu. Nie było wyjścia. Ojciec umarł i ktoś musiał się tym zająć. Nikt inny nie chciał? Nie. Pan był na miejscu? Nie. Musiałem zostawić pracę w Londynie. Żałuje pan? Trochę, ale co zrobić. Trudno odmówić. W Anglii pracowałem fizycznie, więc nie bałem się tej pracy. Chciałby pan tam wrócić? Może kiedyś. Na razie jestem tutaj. Węgiel, to dobry biznes? Biznes jak biznes. Jak się trafi na uczciwego dostawcę to jest dobrze, jak na kombinatora to gorzej. A pan jak trafił? Na razie nie narzekam. Jak często są dostawy?. Ile Dwa, trzy razy  w tygodniu. To dużo czy mało. Jak na moje warunki to ok. Ilu ma pan pracowników? Mam jednego pracownika. Rozwozi węgiel. Zdarza się panu pomagać domom dziecka, schroniskom dla bezdomnych? Raz dałem trzy worki ekogroszku jednej rodzinie z okolicznej wsi. Więcej się to nie zdarzyło? Nie. Teraz ludzie mają kasę. 500 plus wyrównało poziom życia. Wszystkim? Pewnie nie wszystkim, ale większości tak. Niedaleko pana budują osiedle. Tak. Gdyby miał pan taką możliwość, sprzedałby pan ten teren? To nie ma związku z węglem. Po prostu pytam. Nie miałem takich propozycji. Gdyby budowali domki jednorodzinne a nie bloki miałby pan więcej klientów? Być może. Coś jeszcze chce pani wiedzieć? Pali pan papierosy? Nie. A te niedopałki? To nie moje. Przy bramie leżały butelki po piwie. Nie moje. Kosza nie ma to ludzie wrzucają, co chcą. Nie ma pan monitoringu? Nie.  Inni mają. Ja z nimi nie mam się co równać. Jeszcze ma pani jakieś pytania? Nie.  Dziękuję.

 

Pan Artur – nikogo nie ma w domu     

Dzwonię. Abonent chwilowo niedostępny.

Szara brama przypomina pinterest.

 W dniu dzisiejszym skład jest nieczynny.

Informacja dla Pani z gazety lokalnej - skontaktuję się z panią jutro.

Trochę poniżej napis wydrapany nożem lub innym metalowym narzędziem.

Ty chuju oddawaj kasę. Przyjdziemy po ciebie.

Jeszcze niżej.

Rysunek szubienicy.

 

Piątek wieczór

Sms: Szanowna pani, mam do pani prośbę, czy na bramie mojego składu jest ciągle ten rysunek szubienicy.

Ja: Tak.

On: A może go pani iść i zamalować.

Ja: ( w myślach 3 razy kurwa) A mogę liczyć na wywiad?

On:  Mam problemy. Jak się wszystko wyjaśni to udzielę pani wywiadu. Bomba będzie.

Ja: Przewiduje pan komisję śledczą?

On: Kto wie, kto wie.

Ja: Proszę o kontakt najpóźniej w poniedziałek.

MMS

Zdjęcie Alp.

 

 

Sztos.  

 

 

 

Komentarze (6)

Dodaj komentarz
  • Gość: [drogama@wp.pl] *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl

    dziękuję za ten wpis!

  • Gość: [Holly] *.dynamic.gprs.plus.pl

    A będzie z tego jakiś romans?

  • Gość: [Monika Antoniak] *.dyn.telefonica.de

    Niestety nie jestem fanką tych książek, nie lubie też tego całego zamieszania wokół filmu ale to to tylko moje zdanie :)

  • Gość: [Bokmal.pl] *.ipv4.supernova.orange.pl

    Całkiem niezłe :)

  • Gość 1.55.177.*

    Całkiem interesujące i dość intrygujące :) Już sam tytuł mnie bardzo zaciekawił :) Aneta

  • Gość: [ALICJA] *.rev.sfr.net

    Gratuluje talentu! Takie historie zawsze przyjemnie sie czyta!

© Nie Aż Taka Święta
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci