Menu

Nie Aż Taka Święta

Tu Magda, inaczej mówiąc Nie Aż Taka Święta. Mam nadzieję czytelniku, że to dobra przynęta. Że wrócisz tu ponownie, gdy coś nowego skrobnę.

Bez uniku

magnolia-1

Wiesz, że musisz to wszystko przefiltrować by zostało tylko to, co jest ważne. Tylko, co jest ważne? Dla każdego co innego. Ale to ja piszę i ja decyduję. Staram się uważać by nie ugrząźć  w stercie pstrokacizny, która wciąga jak mało co i odciąga uwagę od ważnych spraw.

Najlepiej gdyby się miało taki duży cedzak by oddzielić ziarno od plew. By zostawić za są sobą ten szlam, bełkot, sratatata, który wylewa się zewsząd, a najlepiej w ogóle tego nie tykać. Ale tak się nie da w 100% chociaż robię, co mogę.

Ale jak już staje na mojej drodze to, co ważne (nie mylić z piękne czy radosne, ale raczej wytracające z bańki komfortu), to nie zamykam oczu, robię temu miejsce nawet, gdy psuje krajobraz. Chociaż nie lubię rys i pęknięć. Nikt nie lubi. Odsuwamy je od siebie a one i tak przyjdą. Zastaną nas gdy będziemy jedli ciastko lub oglądali mecz. One nie chcą być chwilowym bohaterem, chcą byśmy się tym zajęli, pomyśleli, zrobili krok by coś zmienić.

 

zdj_dziecko

Szymon Hołownia

Spotkanie z panem Szymonem Hołownią to nie była bułka z masłem chociaż znajomi mówili, że to celebryta więc nie oczekuj niczego specjalnego. Może nawet byłoby lepiej gdyby to była taka sobie gadka szmatka o tv i innych rzeczach, ale nie tak nie było. Chwilami było bardzo poważnie i bardzo smutno. No ale jak ma być gdy mówi się o biedzie, śmierci i chorobie. Nie unikał pytań o relację z Bogiem, uchodźcach i nas samych. To nie był łatwy piątkowy wieczór w kinie, ale czasem i tak bywa.    

 #Metoo – bo najgorsza jest cisza

Uderz w stół a nożyce się odezwą. I to nie jedne, ale kilkanaście. Ukryte wspomnienia, czasem nawet wyparte z pamięci wracają i mają swoje bolesne premiery. Ale nie ma oklasków. Ta lawina uruchamia najczęściej inną, bo nie stoimy za sobą murem, lawinę przypuszczeń, podpuszczeń, naigrywania się jakby to, co ktoś wyjawia było bajką z cyklu „ co złego przytrafiło się  biednemu Kopciuszkowi”.

Taka bajka – wszyscy wszystko wiedzą, ale nikt nic nie mówi. Cisza czterech ścian, korytarzy, biurowców czy sypialni. A scenariusz zawsze taki sam: ktoś ma nad kimś władzę,  i może, bardzo dużo może. Dzisiaj raj jutro piekło. Co wolisz? Nie możesz mieć lepiej niż ja. Chcesz by było normalnie? A co to znaczy normalnie? Dla każdego co innego.

Nawet jak cię nauczą jeść nożem i widelcem to czy to znaczy, że będziesz kroił tylko mięso? 

Oddać swoje życie

Jego śmierć. Nie. Nie chodzi o robienie taniej sensacji, raczej idzie o jakąś nową jakość  debaty, z której nie można nikogo wykluczyć. Te kilkanaście logicznie i bardzo merytorycznie napisanych punktów pod którymi pewnie nie wszyscy, ale część z nas mogłaby się podpisać, to punkt wyjścia do zrozumienia sytuacji w jakiej jesteśmy i co możemy zrobić by ją  naprawić. Jeśli chcemy.

Ta śmierć  nie jest na rękę ani władzy ani mediom (przynajmniej niektórym). Nie będzie grzała pasków w TV, nie będzie trampoliną do lepszych stanowisk. Ale może będzie początkiem wstania z kanap, zauważania drugiego człowieka i nie stania w cieniu.  

 

Mieć na uwadze kompleksiarzy

Fragment wywiadu z Joanną Kos-Krauze z Tygodnika Powszechnego.

„(…..) Joanna Kos-Krauze: Nie sądzę, byśmy się pozbyli tej mrocznej strony naszego człowieczeństwa, naszej skłonności do czynienia zła. Ważne jest jednak to, by wiedzieć, że w określonych warunkach każdego z nas można zamienić w bestię, która morduje.

TP: Co może dać taka świadomość?

To, by obserwować świat, a szczególnie mieć na uwadze kompleksiarzy. Każde ludobójstwo zaczyna się od propagandy sączącej się w mediach i z ambon. Od retoryki, w której odczłowiecza się ludzi. W Niemczech Hitler i grupa kacyków narodowego socjalizmu od momentu dojścia do władzy głosili, że wspólnota żydowska jest w kraju zbyteczna. W związku z tym decyzja o „ostatecznym rozwiązaniu”, bez względu na to, kiedy powzięta, od dawna była gotowa do wdrożenia.

W Rwandzie, w Butare, siedzibie uniwersytetu, profesorowie latami prześcigali się w publikowaniu historycznych elaboratów przeciwko Tutsi. W popularnych programach stacji radiowych, Radiu Rwanda czy Radiu Tysiąca Wzgórz, Tutsi nazywało się „karaluchami” lub – ze względu na wzrost- „wysokimi drzewami”. Spikerzy w skeczach i piosenkach otwarcie wzywali do pogromów. „

 

 

Fragment pochodzi z wywiadu „Pamięć kości”, który ukazał się w Tygodniku Powszechnym nr 38 z dnia 17.09.2017 roku.

 

 

Komentarze (4)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Izabela] 192.55.109.*

    Też bym chciała mieć takie sito, co przesiewa wszystko w mojej codzienności. Póki co, staram się to oddzielać i przesiewać samodzielnie i uczę się na błędach <3 Miło się czyta - lekko :)

  • Gość: [Justyna] *.wtvk.pl

    Coraz trudniej oddzielić to co ważne od medialnego bełkotu. W tej chwili 90% medialnego przekazu to propaganda jednej lub drugiej strony. Nie do strawienia dla "normalnych ludzi" :) Ale trzeba próbować.

  • Gość: [Sylwia Ka-a] *.82.148.46.multiplay.pl

    "robię temu miejsce nawet, gdy psuje krajobraz" piękne słowa. Sama chyba lepiej nie potrafiłabym tego określić.

    Nie ma sensu uciekać przed czymś co jest inne czy złe. Ja staram się zrozumieć. Nie osądzać. Stawać po każdej ze stron.

  • Gość: [Asia] *.play-internet.pl

    Niedawno o tym rozmawiałam ze znajomymi - że wiele zła, a czasami wiele ogromnego zła, to wynik kompleksów i frustracji jednostki, która tak się zaweźmie w sobie i zacietrzewi, że jest w sanie zarazić wolą krzywdzenia innych. Człowiek potrafi być potworem, to prawda.

© Nie Aż Taka Święta
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci