Menu

Nie Aż Taka Święta

Tu Magda, inaczej mówiąc Nie Aż Taka Święta. Mam nadzieję czytelniku, że to dobra przynęta. Że wrócisz tu ponownie, gdy coś nowego skrobnę.

Wykluczenie przez niejedzenie

magnolia-1

Wyobraź sobie taką sytuację – jesteś zaproszona na imieniny/urodziny czy coś tam innego. Przychodzisz, siadasz,  patrzysz na pięknie udekorowany stół, na którym stoi to, co pani domu upichciła, czy tam ugotowała. Patrzysz na ten stół, patrzysz i myślisz sobie, kolejny raz ktoś o mnie zapomniał. No ale  trudno, zjem kromkę chleba, trochę sałatki, popije herbatą czy sokiem ….. po prostu jakoś to przeżyję. Ale potem nachodzi człowieka taka refleksja, że przecież koleżka dobrze wie, że pewnych rzeczy nie jem więc dlaczego, jeśli mnie już zaprosiła, po prostu nie wzięła tego pod uwagę. Mówiąc krótko dlaczego nie uszanowała mojego wyboru, tylko go olała.

Swego czasu nie jadłam mięsa. To był mój wybór i tu powinnam postawić kropkę. Ale z ludźmi to nie jest tak prosto, bo ludzie ( nie wszyscy oczywiście)  muszą wiedzieć, dlaczego ty nie jesz mięsa,  dlaczego nie jesz ciastek z kremem, dlaczego nie pijesz kawy tylko herbatę i to w dodatku zieloną. No po prostu kurwa muszą wiedzieć. Więc jak już im powiesz i wytłumaczysz, że to np. z powodów zdrowotnych albo że to twój wybór, to na chwilę masz spokój. Na chwilę. Bo za chwilę uruchomi się lawina kolejnych zdań pełnych ironii czy sarkazmu w głosie: no ale po co?, a nie możesz zjeść jednego kawałka, no przecież nic ci się nie stanie, no nie wygłupiaj się.  Kurwa jasna, wiem, że mi się nic nie stanie, ale to nie oto chodzi. Po prostu szanujmy czyjś wybór. Bo to, że ja nie jem czegoś tam nie znaczy, że nie jestem w stanie przygotować tego dla kogoś, innymi słowy; jeśli nie jem kotleta schabowego a zapraszam kogoś do siebie, kto go je, to ja zrobię ten kotlet i to taki nawet na pół talerza. 

U mnie w pracy niektóre koleżanki robią imieniny. Wiem, to trochę relikt przeszłości, ale tak jest. Są placki kupne albo zrobione samemu, czasem tort. Generalnie wszystko pięknie i cacy. Jest też jedna dziewczyna, która z powodów zdrowotnych tego słodkiego nie je.  I potem dochodzą do mnie teksty typu: a ta nic nie zjadła, siedzi przy pustym talerzu, po co przychodzi. I ciskają mi się na usta słowa: po pierwsze przyszła bo ją zaprosiłaś, po drugie nie zjadła, bo nie może tego jeść i na koniec, jak nie chcesz być obrażona, że ktoś nie je tego, co przygotowałaś to po prostu tej osoby nie zapraszaj. I tyle. Oczywiście ktoś mógłby powiedzieć to po, co przyszła, mogła nie przyjść. Może po prostu sądziła, że będzie tam coś dla niej.

Parę razy w życiu zdarzyło mi się, że ktoś słysząc, że czego tam nie jem zapytał - a co jesz w zamian, masz jakieś fajne przepisy, może bym też spróbowała. Jakże było to inne od tego, co przeważnie słyszałam. I czy nie może tak być, że jeśli mamy przed sobą osobę, która ma trochę inne nawyki żywieniowe niż my to po prostu je szanujemy, nie dworujemy z tego, nie podkopujemy jej wyborów. Jakże byłoby to miłe. A gdyby przenieść to na inne dziedziny życia to po prostu cud, miód, malina, ale chyba się trochę rozmarzyłam.

 

 easter704881_640   

 

 

 

 

 

Komentarze (10)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Elwira] *.centertel.pl

    Warto szanować wybór drugiej osoby :) Też nie lubię takiego wypytywania o wszystko. Nie jem masła od podstawówki, mam teraz 28 lat, a i tak gdy przychodzą czyjeś urodziny, imieniny czy domówki, to każdy jest zdziwiony, że nie jem masła i znowu zaczyna się wypytywanie i tak jest za każdym razem. I ciągle słyszę "no spróbuj, przecież wszyscy jedzą kanapki z masłem..." itp. :)

  • Gość: [Iwona] *.dynamic.gprs.plus.pl

    Myślę, że to nie jest wykluczenie, tylko po prostu komuś może być przykro, bo na przykład stał cały dzień w kuchni i się nieźle narobił, a ktoś zaproszony siedzi i w jego oczach wybrzydza. Ja staram się zawsze jakoś dopasować do swoich gości, robię więcej dań, żeby każdy miał wybór. Ale też nie będę dostosowywać kuchni do smaków jednej osoby, jeśli przy stole np. siedzi 6 osób. W Polsce i tak wydaje mi się, że nie ma takiej tragedii. W Azji jak ktoś nie doje czegoś co jest na stole, uważane jest za zniewagę i generalnie się tego nie robi.

  • Gość: [Maria Tamara] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Na imieniny często przychodzi się nie tylko na wyżerkę, ale również po to, aby pokazać drugiej osobie, że się o niej pamięta i świętować razem z nią. Przykre jest, że z powodu jedzenia, czy też, jak w powyższym przypadku, nie jedzenia ktoś chce kogoś od razu wykluczyć. Sama nie jem niektórych rzeczy, bo po prostu nie lubię lub to nie ten smak i czasem rzeczywiście nasłucham się i pytań i nakłaniania mnie do spożycia tego. Szacunek do cudzych wyborów to towar deficytowy, trzeba sprawiać, aby było go więcej jednak:)

  • Gość: [Agata - wegedroga.pl] *.syrion.pl

    Najgorzej jest na rodzinnych spotkaniach typu stypy. To jest straszne! Musisz po kolei wszystkim ciotkom gadać o swoim wyborze, a one i tak tego nie zrozumieją. "Ale ryby to Ty jesz, prawda?" Masz rację używając słowa: "wykluczenie". Nieraz tak się czuję, ale coraz częściej w dupie to mam. Mam wrażenie, że Polacy jeszcze nie dojrzeli do cudzych wyborów kulinarnych.

  • Gość: [Kreatywność] *.na5.pl

    Już od wielu lat jestem wegetarianką i wydaje mi się, że nasze społeczeństwo staje się coraz bardziej tolerancyjne jeśli chodzi o różne sposoby odżywiania. W związku z tym myślę, że nie ma co się przejmować grupką sfrustrowanych kobiet, w końcu i one zrozumieją, że kwestie diety są sprawami prywatnymi i każdy może sobie jeść co mu się podoba :)

  • Gość: [Katarzyna Formela] *.rev.jpk.pl

    Należę do osób, które szanują swoich gości i zawsze biorę pod uwagę ich wybory czy gusta kulinarne. Szczerze powiem, że też należy z tym uważać, bo goście - zwłaszcza rodzina, ciocie, wujki, szwagrostwo itd. zaczynają się czuć u Ciebie lepiej niż w domu i przestają szanować Ciebie jako gospodarza. To też jest przykre.

  • Gość: [Ola z Muzycznej Listy] *.studiowik.net.pl

    Mam szczęście, kilka razy wytłumaczyłam moim znajomym, dlaczego nie piję i dali mi spokój. Oczywiście, spytają mnie czasem, czy nie chcę się z nimi napić, ale nie pytają lub namawiają.
    Za mięsem też nie przepadam, ale mimo wszystko zawsze się znajdzie coś do zjedzenia. Chociażby chleb i tona sałatki. I naprawdę więcej do szczęścia nie potrzebuję :)

  • Gość: [wesellerka] *.17-4.cable.virginm.net

    Będąc młodsza próbowałam nie jeść mięsa ze względu na przekonania, ale w domu nie miałam wyboru, a poza tym dosłownie każdy sobie robił ze mnie jaja "mmm zobacz jaki pyszny kurczaczek"... dałam sobie spokój, serio. To nie na moje nerwy. Podziwiam tych, którzy trzymają się w swoim postanowieniu <3

  • Gość: [SielskieM] *.dynamic.chello.pl

    Ja to mam tak, że większa większość pamięta i zawsze pyta co bym chciała, albo wie co mogę, czego nie...
    Jest jeden wyjątek nie mogę napisać kto :) Wyjątek do zupy włożył mały makaron jak ryż wyglądający...próbuję, nie pluję, tylko pytam, co słyszę: takiego makaronu też nie możesz? (wiadomo mnijszy makaron mniej glutenu :) )
    Tydzień później...czemu ta zupa taka gęsta :) ? odp: zupę trzeba zagęścić
    i tak od lat :)
    wniosek...co ja jem, jak nic nie mogę :)

  • Gość: [Paula] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl

    Genialna jesteś :)

© Nie Aż Taka Święta
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci